archiwum

Kwiecień 2015
P W Ś C P S N
« mar    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

odwiedziny

  • Wszystkich wizyt: 130286

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 130286
  • Dzisiaj wizyt: 4
  • Wszystkich komentarzy: 517

15.04.07 – Alimenciary, ADHD, dys-marudzenie i zwykłe zainteresowanie swoim chłopem.

Jak obiecałem, ten wpis też jest o alimenciarach. Po poprzednim wpisie dostałem wiadro bluzgów, ale mnie to nie bierze, bo naprawdę uważam, że kobiety ścigające o alimentów rodziców ojca swojego dziecka (dziadków) są jednocześnie na poziomie dżdżownicy (mentalnie) i Himmlera (emocjonalnie).

W artykule z „Obcasów” też jest o tym, że Agnieszka „wystąpiła o alimenty od dziadków”, ale „bezskutecznie”, bo „mieli za małe dochody”. Mi się po prostu wydaje to nierealne: gdzie są granice podłości?

Chociaż nic mnie nie powinno dziwić, skoro w Polsce jest tylu ludzi, którzy wierzą w zamach bombowy w samolocie nad Smoleńskiem? Może ten naród tak ma narąbane w głowach?

Zresztą Agnieszka jest całkiem niezła w wyciąganiu kasy, bo chciała kasę niby na angielski, szkołę muzyczną i karate dla dzieci, ale na szczęście jej „były” powiedział, że „on na karate nie chodził i bez tego da się żyć”.

Mogę pocieszyć Agnieszkę, że ja ani na angielski, ani na karate, ani do szkoły muzycznej nie chodziłem, a mam Cambridge Proficiency, bo po prostu uczyłem się sam w domu. Dodatkowo sam się uczyłem muzyki i jestem zarejestrowanym w ZAIKS kompozytorem. A „karate ćwiczyłem z bratem” i zaliczyłem nawet jakiś tam pas koloru zapomnianego. Agnieszko, jeśli dziecko zechce, to będzie coś robić, nawet, jeśli nie wywalisz na to nieswojej kasy.

Ale Iwona ją przebiła: „córka ma dysleksję i dyskalkulię”, a korepetycje kosztują. Że co? Że co ona ma” Dys-co? Czy Iwona chce mi wmówić, że córka nie potrafi pisać i nie potrafi liczyć i na to potrzebuje korepetycje?

Hm… Wspomniałem już o tym kiedyś, że teraz są cierpiący na ADHD i cierpiący na dys-coś-tam, a za moich czasów to pierwsi byli „łobuzy” a drudzy „głąby”. I tak było jeszcze przez parę stuleci wcześniej, a jakoś świat rozwijał się. Może zasugeruję Iwonie, by postarała się z córką coś popisać lub coś policzyć?

Zresztą nie musiałaby tego robić sama, jeśli tylko kiedyś popilnowała tego swojego chłopa, i może trochę się o niego postarała. Inwestycja niewielka, a teraz byłoby znacznie, znacznie łatwiej. Tata by czytał i liczył z córką i korepetytor do kolejnego dys-coś-tam nie byłby potrzebny.

Przy końcu mam perełkę, zacytuję ten akapit w całości: „Wydaje się, że w ramach stereotypowego podziału ról społecznych to mężczyzna odpowiada za zabezpieczenie finansowe. Jak to się stało, że po rozwodzie ten kulturowy wymóg przestaje obowiązywać?”.

…przecieram oczy ze zdumienia. Taki tekst w „Wysokich Obcasach”? To tak jakby ktoś w „Gościu Niedzielnym” mówił, że ludzie za komunizmu nie wierzyli i to było okey oraz, że jest dziwne, że teraz komunizm nie działa i upadł, bo jest taki fajny.

Nie mogę uwierzyć, że ultra-feministycznym piśmie, w tekście o wojujących alimenciarach, ktoś powołuje się na tradycyjny kulturowy wymóg, że mężczyzna zarabia pieniądze na utrzymanie rodziny. Odpowiem usłużnie, że w tym samym wzorcu to kobieta dba o dom, (w tym gotuje, pierze, prasuje, sprząta, wyrzuca śmiecie, kupuje piwo, ciągnie laskę i daje d..y na zawołanie…). Jak widać panie alimenciary w tym dbaniu o dom (i oczywiście dbaniu o chłopa) nie bardzo dobre były, skoro panowie już z nimi nie są.

W końcówce artykułu jest na temat tego, że ojcowie nie wiedzą, ile kosztuje utrzymanie dzieci, a wypowiada się pani dr Elżbieta Korolczuk. Zajrzałem do Google i wiem, że pani Korolczuk jest socjologiem, o pardon, socjolożką, która zajmuje się relacjami matka-córka. Zadam więc taką pracę domowo-badawczą dla pani Korolczuk: „jakie postawy indukują swoim córkom alimenciary i dlaczego ich córek żaden mężczyzna nawet kijem z daleka nie dotknie?”.

A Agnieszka mówi, że gdyby w pracy jej „byłego” wyśmiali, że się miga od alimentów, to może dałoby mu coś do myślenia. Odpowiem Agnieszce, że niestety nie mam przedsiębiorstwa, ale gdybym miał, nawet wieloosobowe, to z czystym sumieniem fundowałbym moim męskim pracownikom najlepszych prawników i adwokatów do walki z „byłymi” alimenciarami, nawet zachęcałbym ich do krwawej jatki z „byłymi”.

Agnieszka usłyszała od dziadków „nie myśl sobie, że jakieś alimenty od nas dostaniesz”. Dopowiem Agnieszce, że gdybym był tym wyżej wymienionym pracodawcą jej „byłego”, to założyłbym specjalne stowarzyszenie obrony i wspierania dziadków nękanych o alimenty przez „byłe synowe”. Jeśli wygram jutro te 30 baniek w lotto, to na pewno tak zrobię.

I może to banalne, ale zachęcałbym czytelniczki, by tak nie za często, może raz w tygodniu zadały sobie banalne pytanie: „czego pragnie, co czuje, dokąd zmierza mój obecny partner, ojciec moich dzieci, co jest dla niego ważne, gdzie jest moje w tym miejsce i czy przypadkiem nie powinnam o tym pomyśleć?”. I nie chodzi tu o zachwycanie się tym, co on robi, ale zwykłe zainteresowanie, nawet o zwykłą ciekawość. Po to by potem nie było siurpryzy, że zniknął….

 

Ostry Krawat 7.04.2015

1 komentarz do 15.04.07 – Alimenciary, ADHD, dys-marudzenie i zwykłe zainteresowanie swoim chłopem.

Odpowiedz

  

  

  

Możesz użyć tych znaczników HTML

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>