archiwum

Listopad 2017
P W Ś C P S N
« kwi    
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  

odwiedziny

  • Wszystkich wizyt: 130691

Statystyki

  • Wszystkich wizyt: 130691
  • Dzisiaj wizyt: 1
  • Wszystkich komentarzy: 517

15.04.07 – Alimenciary, ADHD, dys-marudzenie i zwykłe zainteresowanie swoim chłopem.

Jak obiecałem, ten wpis też jest o alimenciarach. Po poprzednim wpisie dostałem wiadro bluzgów, ale mnie to nie bierze, bo naprawdę uważam, że kobiety ścigające o alimentów rodziców ojca swojego dziecka (dziadków) są jednocześnie na poziomie dżdżownicy (mentalnie) i Himmlera (emocjonalnie).

W artykule z „Obcasów” też jest o tym, że Agnieszka „wystąpiła o alimenty od dziadków”, ale „bezskutecznie”, bo „mieli za małe dochody”. Mi się po prostu wydaje to nierealne: gdzie są granice podłości?

Chociaż nic mnie nie powinno dziwić, skoro w Polsce jest tylu ludzi, którzy wierzą w zamach bombowy w samolocie nad Smoleńskiem? Może ten naród tak ma narąbane w głowach?

Zresztą Agnieszka jest całkiem niezła w wyciąganiu kasy, bo chciała kasę niby na angielski, szkołę muzyczną i karate dla dzieci, ale na szczęście jej „były” powiedział, że „on na karate nie chodził i bez tego da się żyć”.

Mogę pocieszyć Agnieszkę, że ja ani na angielski, ani na karate, ani do szkoły muzycznej nie chodziłem, a mam Cambridge Proficiency, bo po prostu uczyłem się sam w domu. Dodatkowo sam się uczyłem muzyki i jestem zarejestrowanym w ZAIKS kompozytorem. A „karate ćwiczyłem z bratem” i zaliczyłem nawet jakiś tam pas koloru zapomnianego. Agnieszko, jeśli dziecko zechce, to będzie coś robić, nawet, jeśli nie wywalisz na to nieswojej kasy.

Ale Iwona ją przebiła: „córka ma dysleksję i dyskalkulię”, a korepetycje kosztują. Że co? Że co ona ma” Dys-co? Czy Iwona chce mi wmówić, że córka nie potrafi pisać i nie potrafi liczyć i na to potrzebuje korepetycje?

Hm… Wspomniałem już o tym kiedyś, że teraz są cierpiący na ADHD i cierpiący na dys-coś-tam, a za moich czasów to pierwsi byli „łobuzy” a drudzy „głąby”. I tak było jeszcze przez parę stuleci wcześniej, a jakoś świat rozwijał się. Może zasugeruję Iwonie, by postarała się z córką coś popisać lub coś policzyć?

Zresztą nie musiałaby tego robić sama, jeśli tylko kiedyś popilnowała tego swojego chłopa, i może trochę się o niego postarała. Inwestycja niewielka, a teraz byłoby znacznie, znacznie łatwiej. Tata by czytał i liczył z córką i korepetytor do kolejnego dys-coś-tam nie byłby potrzebny.

Przy końcu mam perełkę, zacytuję ten akapit w całości: „Wydaje się, że w ramach stereotypowego podziału ról społecznych to mężczyzna odpowiada za zabezpieczenie finansowe. Jak to się stało, że po rozwodzie ten kulturowy wymóg przestaje obowiązywać?”.

…przecieram oczy ze zdumienia. Taki tekst w „Wysokich Obcasach”? To tak jakby ktoś w „Gościu Niedzielnym” mówił, że ludzie za komunizmu nie wierzyli i to było okey oraz, że jest dziwne, że teraz komunizm nie działa i upadł, bo jest taki fajny.

Nie mogę uwierzyć, że ultra-feministycznym piśmie, w tekście o wojujących alimenciarach, ktoś powołuje się na tradycyjny kulturowy wymóg, że mężczyzna zarabia pieniądze na utrzymanie rodziny. Odpowiem usłużnie, że w tym samym wzorcu to kobieta dba o dom, (w tym gotuje, pierze, prasuje, sprząta, wyrzuca śmiecie, kupuje piwo, ciągnie laskę i daje d..y na zawołanie…). Jak widać panie alimenciary w tym dbaniu o dom (i oczywiście dbaniu o chłopa) nie bardzo dobre były, skoro panowie już z nimi nie są.

W końcówce artykułu jest na temat tego, że ojcowie nie wiedzą, ile kosztuje utrzymanie dzieci, a wypowiada się pani dr Elżbieta Korolczuk. Zajrzałem do Google i wiem, że pani Korolczuk jest socjologiem, o pardon, socjolożką, która zajmuje się relacjami matka-córka. Zadam więc taką pracę domowo-badawczą dla pani Korolczuk: „jakie postawy indukują swoim córkom alimenciary i dlaczego ich córek żaden mężczyzna nawet kijem z daleka nie dotknie?”.

A Agnieszka mówi, że gdyby w pracy jej „byłego” wyśmiali, że się miga od alimentów, to może dałoby mu coś do myślenia. Odpowiem Agnieszce, że niestety nie mam przedsiębiorstwa, ale gdybym miał, nawet wieloosobowe, to z czystym sumieniem fundowałbym moim męskim pracownikom najlepszych prawników i adwokatów do walki z „byłymi” alimenciarami, nawet zachęcałbym ich do krwawej jatki z „byłymi”.

Agnieszka usłyszała od dziadków „nie myśl sobie, że jakieś alimenty od nas dostaniesz”. Dopowiem Agnieszce, że gdybym był tym wyżej wymienionym pracodawcą jej „byłego”, to założyłbym specjalne stowarzyszenie obrony i wspierania dziadków nękanych o alimenty przez „byłe synowe”. Jeśli wygram jutro te 30 baniek w lotto, to na pewno tak zrobię.

I może to banalne, ale zachęcałbym czytelniczki, by tak nie za często, może raz w tygodniu zadały sobie banalne pytanie: „czego pragnie, co czuje, dokąd zmierza mój obecny partner, ojciec moich dzieci, co jest dla niego ważne, gdzie jest moje w tym miejsce i czy przypadkiem nie powinnam o tym pomyśleć?”. I nie chodzi tu o zachwycanie się tym, co on robi, ale zwykłe zainteresowanie, nawet o zwykłą ciekawość. Po to by potem nie było siurpryzy, że zniknął….

 

Ostry Krawat 7.04.2015

15.04.03 – Jaką trzeba być bestią, by wystąpić o alimenty od dziadków? czyli o alimenciarach z Wysokich Obcasów.

No dobra, to będzie w końcu o alimenciarach. Wielki Piątek to dobry moment na taki wpis. Takie kobiety, alimenciary, urządzają w majestacie prawa tzw państwa polskiego Golgotę tysiącom zupełnie niczego niewinnych mężczyzn.

 

O bezsensie, bezzasadności i wręcz zbrodniczości skazywania wyrokiem mężczyzn na alimenty – będzie kiedyś później. Trzeba będzie wkrótce napiętnować ten XIX wieczny – tak, tak, jednak – patriarchalny wymysł, który w obecnych czasach jest tak słuszny, jak maszyna parowa w dobie powszechnej elektryczności. W dobie totalnej emancypacji, nachalnej urawniłowki i przymusowego promowania i awansowania kobiet, alimenty są tak przestarzałe, jak gęsie pióro w dobie Microsoft Word.

 

Dziś będzie o artykule z Wysokich Obcasów, nr 10(819), 7 marca 2015, strona 16. Zaczyna się tak: „Jakie alimenciary? Że niby żądamy alimentów na swoje potrzeby?” No właśnie tak! Alimenty w obecnych czasach służą na „swoje potrzeby” kobiet. Ba, nawet trzeba być ścisłym: służą na „swoje ZACHCIANKI kobiet”, bo przecież nie ma to nic wspólnego z relacją: ojciec – dzieci.

 

Kasia, Iwona, Agnieszka, no bądźmy szczerzy, nie miziajmy się po łechtaczkach, tylko poważnie spójrzmy prawdzie w oczy: chodzi o to, byście się wyżyły na swoich byłych mężach za to, że was porzucili, a porzucili was, bo pewnie się w ogóle nie starałyście, by mężowie przy was zostali, prawda?

 

Dalej jest fragment o podpisywaniu „klauzuli o ściganiu osoby najbliższej” i podobno pani Iwona płakała, gdy to podpisywała, bo to „ojciec jej dzieci”. No pewnie, płakała… Chyba dlatego, że to ściganie nic nie przyniesie, poza kompromitacją w oczach dzieci.

 

Ale najlepszy fragment jest dalej: „Agnieszka wystąpiła o alimenty od dziadków, rodziców byłego męża”. Tu nie można owijać w bawełnę i trzeba to nazwać po imieniu: wystąpienie o alimenty od rodziców ojca, od dziadków, to ekstremalne kurestwo. Jak to inaczej nazwać? Jak podłym, jak bezmyślnym, jak pustym, jak bezwartościowym trzeba być, by wystąpić o alimenty od dziadków? Co to musi być za gnida, która ściga dziadków o alimenty? Co to za moralne dno, dno, kamień, muł, wodorosty, bagno, i jeszcze twarde dno, dno ludzkie, mentalne, moralne, ta kobieta, która ściga dziadków o alimenty? Co to musi być za ujemny w środowisku śmieć, który chce ściągać pieniądze od dziadków?

 

Nawiasem mówiąc prawo, które zezwala na wystąpienie o alimenty do dziadków, jest tak samo dobre, jak prawo, które pozwala komornikowi zabrać traktor sąsiada… Ustawodawcy, którzy to wymyślili musieli być bezmózgimi dżdżownicami … albo kobietami, względnie gejami, którzy nigdy nie będą mieli dzieci.

 

A Kasia ściga swojego nawet nie męża, ściga „byłego partnera”. Biedak ten partner, dał się wkręcić w aferę z Kasią, a teraz ona go ściga o alimenty, biedaka, który nawet nie był jej mężem. To ciekawe, że ustawodawca zastrzegając ogromną ilość spraw (np. rozliczenie podatkowe) tylko dla legalnych małżeństw, pozwolił na wnioskowanie o alimenty wobec mężczyzn, którzy nie są mężami. W katolickim kraju to zupełnie nie do pomyślenia!

 

I Kasia zasądziła „byłego partnera” o 1400 zł. To kim jest ten „były partner” z zawodu, że może bulić tyle kasy netto? Prezesem, państwowym urzędnikiem, może biskupem, a może trepem, żeby rzygał forsą na 1400 netto na zachcianki Kasi? Nie… On jest kierowcą TIRa!!!! W mordę kopane, co to za kraj, który odbiera obywatelowi 1400 zł netto w postaci  podatku na „byłą partnerkę”, a ten obywatel jest kierowcą TIRa i pewnie robi za jakieś 3000 zł brutto? Ba, i Kasia uważa, że to w porządku. Kaśka, ty sądzisz, że on w tym TIRze banknoty drukuje?… Weź kobieto opanuj się.

 

I ten biedny gość zmienił pracodawcę. I co Kasia? Zamiast się wziąć normalnie do roboty, po chrześcijańsku zabrać się do pracy i szanować bliźniego, wszczyna śledztwo po facebooku, śledzi go po internecie, dociera do tajnych informacji, wypytuje znajomych i kiedy któryś z tzw znajomych puścił parę, to donosi o tym do komornika.

 

Kasia już teraz wie, że należy „wytropić” (!!!) (zamiast zająć się uczciwą robotą) miejsce pracy „byłego partnera” i wystąpić do jego pracodawcy o zajęcie pensji. Koszmar, koszmar, koszmar, totalitaryzm, komunizm, polowanie na obywatela jak za hitleryzmu i stalinizmu.

 

A Iwona wie, że „można dokonać egzekucji z nieruchomości”. To znaczy co? Że dla swoich zachcianek odbierze mieszkanie, dom, temu niewinnemu mężczyźnie, z którym kiedyś była nieostrożna, bo nie potrafiła policzyć do 28?… To jest jak za najgorszego hitleryzmu i stalinizmu, wywłaszczanie w majestacie prawa tzw państwa polskiego.

 

Kasia, Iwona, Agnieszka, chcą wyrzucać na bruk mężczyzn, którym kiedyś dały pociupciać, robić z nich bezdomnych, a czy same zajmą się kiedyś czymś porządnym?

 

Kasia: „dzień w dzień prowadzę śledztwo”. A do pracy, jakiejś legalnej, to nie można pójść, Kaśka? Tylko trzeba „dzień w dzień prowadzić śledztwo”?

 

Kasia: „zgłosiłam go do gminy o aktywizację zawodową”. O żesz ty w mordę, a sama się nie możesz „zaktywizować zawodowo”? Ruszyć cielsko, aby cellulit się nie odkładał, by druga broda nie rosła, a cycki nie obijały się o sadło na boczku?

 

Agnieszka to kolejna mądrala: „skąd miał pieniądze, które wpłacał, przecież on okrada nie tylko swoje dzieci, ale też państwo”. Może Agnieszka jest bystra w tropieniu mężczyzny, z którym kiedyś ciupciała, ale zwrócę jej uwagę na mój poprzedni wpis, gdzie opisuję naturę alimentów. To, że nie płaci, to nie znaczy, że okrada. On po prostu nie płaci podatkowego haraczu. Podobnie ma się rzecz z państwem: niepłacenie podatków nie jest kradzieżą. Kradzież jest wtedy, gdy ktoś weźmie czyjeś pieniądze, czyjś majątek. A wstrzymanie się od płacenia haraczu z pewnością nie jest kradzieżą.

 

I Agnieszka mówi: „nerwicy żołądka się nabawiłam”. I bardzo dobrze! Jak ktoś zużywa swoje siły nie po to, by być lepszym, godniejszym, wspanialszym, tylko zużywa te swoje siły na to, by komuś zupełnie niewinnemu uprzykrzyć życie, to bardzo dobrze, że teraz cierpi. I Agnieszka dalej: „miałam duszności, serce mnie kłuło, każde pójście do sądu sprawia, że jestem fizycznie chora”. I bardzo dobrze!

 

Powiem zupełnie szczerze: nie mam litości dla pazernych alimenciar, dla kobiet, które uczyniły sensem swojego życia nękanie mężczyzn, z którymi kiedyś ciupciały, a przy tym nie liczyły do 28. Nie mam żadnej litości dla ludzi, którzy nie pracują nad sobą, nie uczą się, nie pracują, a swoje siły kierują na okradanie innych, na ściganie innych, na użeranie się z innymi. Na Święta mogę tylko życzyć wszystkim alimenciarom, by czuły się jak najgorzej, by cierpiały golgotę, a może kiedyś się nawrócą.

 

Dalej o artykule o alimenciarach w następnych wpisach.

 

Czytelnikom Ostrego Krawata wszelkiego szczęścia na Święta. Proszę zastosować życzenia, które wpisałem na Boże Narodzenie. Są stale aktualne.

 

OK   3.04.2015

15.03.29 – Miss Uczelni a tłuste włochate tzw feministki

Na UMK w Toruniu pod presją tzw feministek zrezygnowano  z wyborów Miss uczelni. Parę lat temu była mega afera z wyborem Miss SGGW zakończona interwencją ministry tzw nauki i tzw szkolnictwa wyższego. A na przykład w Poznaniu na AWF wybory będą. Bawią mnie do łez te tzw protesty feministek przeciwko wyborom Miss Uczelni, bo podobno to uwłacza godności kobiet i sprowadza ocenę tylko do wyglądu.

Można powiedzieć, że np ja uważam, że skakanie ze skoczni na nartach uwłacza godności mężczyzny, bo musi być chudy, nagi pod przylegającym ściśle kombinezonem i musi jeszcze udawać ptaka oraz dodatkowo musi się ładnie prezentować w czasie lotu i lądowania. I można powiedzieć, że zgodnie z tak skonstruowaną myślą należy zakazać skakania na nartach.

Takie rozumowanie ma jedna poważną wagę. Załóżmy, że nie jestem chudy, nie lubię być nago pod lateksem oraz nie chcę udawać ptaka, ba generalnie nie lubię zimy i śniegu oraz jestem z Warszawy, a najbliższa skocznia jest 400 km ode mnie.

Czyli, że nawet, gdybym chciał skakać na skoczni to nie mam żadnych szans, więc protestuję przeciwko czemuś, co mnie absolutnie nie dotyczy.

To samo odnosi się do feministek, które protestują przeciwko konkursom Miss Uczelni. Po pierwsze nie są studentkami tej uczelni, a po drugie, co ważniejsze, najczęściej wyglądają jak wąsate wywalone na brzeg morsy, więc nawet, gdyby były studentkami tej uczelni to i tak nie miałyby żadnych szans.

A najważniejsze jest to, że są dziewczyny, dla których jest ważne, istotne, żywotne, by wystartować w takim konkursie, powalczyć o zwycięstwo, zaprezentować się, zdobyć popularność etc. Nie rozumiem dlaczego ta, którą natura obdarzyła w przymioty estetyczne, miałaby nie być z tych przymiotów dumna. Jeśli ta, która jest tłusta i włochata nie chce brać udziału w konkursie na Miss Uczelni, to przecież nie musi. Ale dajmy prawo do występowania tym dziewczynom, które chcą występować w takich konkursach.

Ciekawą rzeczą jest jeszcze to, że AWF Poznań organizuje też wybory Mistera AWF i przeciw temu feministki nie protestują…

Rzeczą ciekawą jest też to, że we wszelkich walkach typu MMA czy inne mordobicia w klatkach, miażdżącą większość stanowią mężczyźni. Uważam, że trzeba być nieco niespełna rozumu by trzaskać innego gościa, dać się jemu trzaskać, obejmować się z nim, ściskać, mazać krwią – ale skoro są mężczyźni, którzy zgodnie z pewnymi przewidzianymi regułami chcą to robić, a inni chcą to oglądać, to przecież dajmy im to robić!

Tak samo dajmy pięknym dziewczynom szansę do tego, by się we wszelkich konkursach Miss pokazywały! To jest ich wybór, ich decyzja i ich pragnienie. Mnie to osobiście ani ziębi ani grzeje, bo nie wiem, jaki jest przyjar w oglądaniu kobiety w bikini, ale to nie moja sprawa.

Jeśli kobieta chce się pokazać w konkursie Miss, to takie jej prawo i żadna feministka nie ma absolutnie żadnego prawa się do tego wtrącać.

OK

2015.03.29

 

 

15.03.24 – Alimenciary, najgorsza padlina wśród kobiet: pazerność, pustogłowie, ujemna wartość w przyrodzie

Obiecałem, że będzie o alimenciarach. Kobietach, które z bliżej nieznanych powodów ścigają o pieniądze mężczyzn, których podobno kochały, ale były takie tępe, że nie zauważyły, że nie postarały się o nich wystarczająco, a same nie stanowią sobą żadnej wartości, są tępe, pazerne, pustogłowe, nic nie umieją, nie mają żadnych umiejętności i nie wiedzą, co ze sobą zrobić. I państwowy aparat ucisku fiskalnego pomaga tym kreaturom, które mają ujemną wartość w przyrodzie, ścigać zupełnie niewinnych mężczyzn.

Trzeba zacząć od bardzo poważnego wniosku: skoro wszędzie są parytety, to musi być parytet w sądownictwie i skład sędziowski orzekający przy rozwodach i losach dzieci musi być przynajmniej w połowie męski. Skoro jest jedna sędzia, to musi być jeden mężczyzna sędzia. Jeśli są ławniczki, to musi być przynajmniej tyle samo ławników mężczyzn. Skoro równość, to równość.

Kolejna konieczna zmiana, to zasada, że skoro do wychowania dzieci potrzebne są pieniądze – to jest przecież główny argument alimentów, prawda? – to dzieci zostają przy tym rodzicu, który przynosi więcej pieniędzy. I koniec w rozważaniach.

Jeśli jakimś cudem powyższe rozumowanie nie dociera do alimenciarskich głów, to musi dotrzeć kolejne rozumowanie: jeśli dzieci są z kobietą, a mężczyzna ma płacić na te dzieci, to dzieci MUSZĄ utrzymywać kontakty z tym mężczyzną, i to kobieta musi o te kontakty zadbać. Tak jak mężczyzna musi zdobywać kwitki na to, że co miesiąc płaci, tak kobieta musi zdobywać podpisy i stempelki, że kontakty z ojcem miały miejsce. Jeśli powstaje argument, że dziecko nie chce się spotykać, to niechybnie znaczy, że to matka spierdzieliła coś w wychowaniu i nastawiła źle dziecko do ojca. To chyba proste?

Jednym zdaniem w podsumowaniu wstępu: dziecko zostaje przy majętniejszym rodzicu albo kobieta ściąga pieniądze tylko i wyłącznie kiedy zadba o właściwe kontakty dziecka z ojcem. To chyba bardzo proste naturalne i sprawiedliwe?

O alimenciarach będzie jeszcze więcej i dłużej, a dziś jeszcze jedno zagadnienie wstępne. Uważam, że sformułowanie „dłużnik alimentowy” (lub podobne ze sformułowaniem „dłużnik”) powinno być ścigane i karane tak, jak sformułowanie „polski obóz koncentracyjny”. Z tego samego powodu. Ktoś kto ma zasądzone alimenty, nie jest dłużnikiem. Z ekonomicznego punktu widzenia „dłużnik”, to ktoś, kto pożyczył pieniądze od innej osoby i tę kwotę, ewentualnie z odsetkami, ma tej osobie w określonym czasie zwrócić. To bardzo istotne: dłużnik pobrał pieniądze od wierzyciela, na coś sobie je spożytkował, a następnie z jakichś wpływów ma wierzycielowi pieniądze oddać.

Chyba oczywiste, że mężczyzna, który ma zasądzone alimenty, nie jest dłużnikiem, bo przecież nic od alimenciary, ani tym bardziej od jej dzieci nie pożyczał? Skoro nie pożyczał, to nie jest dłużnikiem.

Kolejną relacją pieniężną jest grzywna lub mandat. W takim przypadku ukarany grzywną lub mandatem jest człowiek, który uczynił coś wbrew prawu, wiedząc, że za takie zachowanie grozi kara grzywny czy mandatu. To ważne: jest opisany czyn, za który wyraźnie grozi kara grzywny (orzeka sąd) lub mandatu (wymierzane według taryfikatora) i kto popełni czyn, czyn zostanie udowodniony, podejrzany zostaje ukarany (skazany). To chyba oczywiste, że to też nie przypadek mężczyzn obciążonych alimentami?

Czymże są więc alimenty? Alimenty są instrumentem wymuszenia pieniężnego opracowanym przez państwowy fiskalno-sądowniczy aparat ucisku polegającym na zmuszeniu jednej osoby na płacenie na osobę inną. Podobnym przypadkiem jest np „janosikowe”, które polega na tym, że jakiś palant z myśleniem zabarwionym kałem, wydumał, że Warszawa jest bogata, więc lwią część swojej kasy, ot tak ma oddać jakimś bezsensownym pipidówom. W przypadku alimentów kał zabarwił myślenie ustawodawcy na ciemny brąz i postanowiono, że po rozwodzie kobieta w majestacie prawa (fiskalnego aparatu terroru) będzie za pomocą tzw niezawisłych sądów (ale kpina…) okradać mężczyznę, byłego męża, ojca swoich dzieci.

Mężczyzna, który według wyroku sąd ma płacić alimenty nie jest dłużnikiem, bo nic od alimenciary nie pożyczył, nie jest też ukaranym grzywną czy mandatem, bo przecież nie popełnił wykroczenia. To jest niestety jeden z tych pechowców, na którym wyżył się fiskalny aparat ucisku. Mężczyzna oalimentowany nie jest dłużnikiem, jest co najwyżej „niesłusznie skazanym na opłacanie byłej żony”. A to jednak różnica! Dodajmy, że został skazany przez sąd, nie dlatego, że popełnił jakieś wykroczenie czy przestępstwo, ale tak po prostu, skazany i już. Został OPODATKOWANY.

ALIMENTY SĄ PODATKIEM!!!

Definicja: podatek to świadczenia pieniężne na rzecz innej osoby o charakterze przymusowym, powszechnym, bezzwrotnym i nieodpłatnym, pobieranym na podstawie przepisów prawnych, określających warunki, wysokość oraz terminy płatności tych świadczeń.

Może ktoś z czytelników znajdzie dobre, sprawiedliwe i prawdziwe określenie dla mężczyzn skazanych na alimenty (opodatkowanych na rzecz kobiet), które będzie można używać zamiast nieprawdziwego „dłużnik alimentacyjny”? Może „opodatkowany alimentacyjnie”?

OK

24.3.2015

 

 

 

 

15.03.20 – z powrotem w krainie „Wysokie Obciachy”, Graff, feminizm, przemoc, dyskryminacja, i… gejozat

Dawno  nie miałem okazji czytać Wysokich Obcasów. Programowo nie kupuję „Gazety Koszernej” (alias Wyborczej), bo jest skrajnie tendencyjna, namolna, proukraińska, manipulancka i nomenklaturowa. Ale moja rodzina postanowiła kupić ostatnie dwa wydania weekendowe, więc trafiłem na Wysokie Obcasy. No…. Eldorado! A artykuł o padlinach-alimenciarach starczy mi chyba na trzy wpisy.

Dziś na rozgrzewkę moja ulubienica: Agnieszka Graff  z tekstem „Jesteśmy wkurzające”. Agnieszka postanowiła zarobić wierszówką na nowe kosmetyki i wypaliła „felieton”, który zaczyna się od: „masowy bunt kobiet – to by było coś”. Dopiero w 3/4 tzw. felietonu pisze, że ten bunt to miało by być:

- protesty na rzecz darmowych żłobków i przedszkoli

- strajk przeciwko dyskryminacji w fabrykach i korporacjach

- kobiecy ostracyzm wobec alimenciarzy, przemocowców (?) i molestatorów (??)

- bojkot produktów reklamowanych w seksistowski sposób

- bunt przeciwko upokorzeniom na porodówkach

- akcja katoliczek (???), listy do papieża żądające dostępu kobiet do kapłaństwa (???)

Ufff. No, co tu powiedzieć, pani Graff… Wierszówkę trzeba jakoś wyklepać, no nie? Nawet gdy do garnka wrzuci się groch, kapustę, a nawet stare sznurówki i biustonosz.

Ten akapit o katoliczkach, to właściwie jest taki, że nie ma co się nad nim pastwić. Albo kobieta jest katoliczką, więc jest generalnie mocno nawiedzona i zgadza się z katolicyzmem, albo nie jest. A inne wyznania szeroko otworzyły swoje kariery dla kobiet, każda może być pastorem, może być biskupem, w anglikanizmie tu i ówdzie jest jakiś kobiecy biskup (biskupka), ale jakoś nie widać, by to był upragniony masowy cel życia kobiet. Tyle w temacie.

Darmowe żłobki i przedszkola to chyba nie zależą od akcji kobiet, ale od sytuacji ekonomicznej w danym miejscu i czasie. W normalnych krajach na zachód od Odry i na północ od Bałtyku nikt nie napuszcza kobiet na wojnę o darmowe przedszkola i żłobki, bo one są już z definicji darmowe i dostępne dla wszystkich.

Na ziemiach polskich mogę też wymienić z pamięci dwa nazwiska: Giesche w Katowicach i Scheibler w Łodzi, którzy z powodu rachunku ekonomicznego, by ułatwić ludziom pracę we własnych fabrykach już w XIX wieku ufundowali darmową opiekę nad dziećmi swoich pracowników, bo wyszło im z obliczeń, że to się opłaca. Natomiast w rachunkach premierki Kopacz widocznie darmowe żłobki i przedszkola się nie opłacają.

To samo dotyczy porodówek. Jeśli służba zdrowia ma służyć pacjentowi to będzie pięknie nawet na porodówce. Ale jeśli jak w Polsce służba zdrowia ma służyć lewym interesom, przekręcaniu kasy dla republiki kolesiów i wiecznym reformom, które okradają NFZ i ZUS, co skutecznie robiła ministerka Kopacz, a teraz minister Arłukowicz, to nigdy nie będzie porządnej porodówki.

Wracając do ekonomii, to może jeszcze powiem, że specjaliści od marketingu (zachęcania do kupowania produktów) – wśród których notabene miażdżąca większość to kobiety – będą używali do sprzedaży takich reklam, które uznają za najskuteczniejsze. Jeśli akurat sprzedaż danego produktu wspomogą gołe cyce, to gołe cyce zostaną użyte.

I rachunek ekonomiczny mówi, że jako właściciel przedsiębiorstwa zatrudnię tego, kto przyniesie mi największy zysk i nie ma znaczenia, czy jest biały, czarny, czy żółty, czy jest młody, stary, czy średni, nie ma znaczenia, czy jest mężczyzną, kobietą, czy nawet gejem, jeśli tylko wierzę, że przyniesie największy zyski w sposób rozumiejący filozofię mojego przedsiębiorstwa – to go zatrudnię. I w mordę przestańmy już pieprzyć o tej dyskryminacji kobiet w pracy.

I na koniec najlepsze: ostracyzm wobec alimenciarzy etc. Na ten temat będzie przy alimenciarach, ale prawda jest taka, że to kobiety znacznie bardziej potrzebują mężczyzn, niż mężczyźni kobiet. I nie chodzi tu o kwestie finansowe, ale kwestie emocjonalne i psychologiczne. Tak po prostu jest. I nie radzę kobietom „ostracyzować” tych, którzy w ten czy inny sposób wykazują nimi zainteresowanie do tego stopnia, że „każda potwora znajdzie swojego adoratora”. Być może jest to zainteresowanie grubiańskiej a może nawet wykazujące siłę. Ale jest to zainteresowanie rzeczywiste mężczyzn wobec kobiet.

11% społeczeństwa nie interesuje się kobietami. Geje. I kiedy ta grupa się jeszcze rozrośnie, okrzepnie i przejmie zupełnie władzę, to kobiety zaczną marzyć o alimenciarzach, „przemocowcach”  i „molestatorach”. Kobiety żyjąc w „gejozacie” będą marzyły o „patriarchacie”. A im bardziej pieprzycie dziewczynki takie farmazony jak Agnieszka Graff, to tym więcej fajnych chłopaków konwertuje się na gejozę. Pamiętajcie, że ostrzegałem…

OK

22.03.2015

.

Ten

 

 

 

 

 

 

15.03.10 – Tu Kowalczyk, a tu Grey… instrukcja obsługi kobiety

Mam wrażenie, że dzień bez Justyny Kowalczyk jest dniem straconym… A to, że dorosła, a to, że dojrzała, a to, że dom zbuduje, a to, że miała problemy, ale teraz ok. Po prostu można rzucić rzyga. Wszędzie Justyna Kowalczyk. Brzydka jak nieszczęście i do tego jeszcze ma coś nie w porządku pod sufitem. Ta akcja, gdzie wypaplała o romansie z dziennikarzem to po prostu rzyg wszechczasów.

A jak nie ma Justyny Kowalczyk, to jest „50 twarzy Greya”. Na wszystkich portalach randkowych co druga kobieta pisze, że to „ostatnia ważna książka, którą przeczytałam”. O boże… Po prostu trudno uwierzyć, że takie rzeczy kręcą kobiety…

Jasny szlag, jak bym kiedyś wiedział, to bym wiązał, kneblował, skuwał kajdanami, niewolił, torturował, pastwił się… Cholera, to takie proste, trochę przykatować, może nawet przypalić papieroskiem, a jednocześnie myrgać po zmysłach i łechtaczkach – i kobieta zadowolona jak diabli, rozkosznie rozpalona. Do tego coś trzeba jej kazać zrobić, np łazić na czworaka, merdać buttplugiem, względnie szczekać pod stołem, następnie rzucić chińskie kulki do aportowania i już kobieta zadowolona.

Szkoda, że ten dziennikarz nie wiedział tego wcześniej, to by przetresował bardziej Justynę Kowalczyk, to ona wyluzowałaby i wtedy może ciśnienie na ekran i na tabloidy by jej przeszło. Zaraz otworzę lodówkę. Czy wyskoczy z nich Justyna Kowalczyk?

OK

10.3.2015

15.01.13 – Cyce Jennifer Lopez, „je suis Charlie”, a klata pana Gienka

Jest artykuł o tym, że wręczając Złote Globy,Renner, spoglądając niedyskretnie na piersi Lopez powiedział: „Globy masz, ach!”. I rzeczywiście cyce Lopez są ogromne, wystające, ledwie przysłonięte, z dekoltem do pępka. Lopez tego nigdy nie powie, ale specjalnie założyła taką sukienkę, by jej cyce po prostu wpychały się w oczy biednego Rennera. I wszystkich telewidzów świata.


http://film.onet.pl/wiadomosci/zlote-globy-2015-ryzykowny-zart-jeremy-ego-rennera/kch9v

Ale niestety, przez stuknięte pseudo-feministki Renner został objechany na całym świecie. I tu mamy głębszy kontekst. Tabuny ludzi na całym świecie trzyma tabliczkę „je suis Charlie”, co podobno ma oznaczać solidaryzowanie się z ofiarami strzelaniny w Charlie Hebdo, ale jednocześnie nawoływanie do tolerancji i karania sprawców, ale nie wszystkich muzułmanów. Coś za dużo tu poprawności politycznej… Bo ja jednak sądzę, że to nie mordercy, którzy są przypadkowo muzułmanami, ale to muzułmanie, którzy są nieprzypadkowo mordercami.

no dobra, ale back do cyców!

Skoro Lopez celowo ubrała się tak, by jej cyce niemal dyndały na wierzchu, to chyba chciała, by te cyce zauważyć?

Zresztą, dobra, to Lopez dyndała cycami. Ale gdyby postawić obok pana Gienka z sąsiedztwa, który miałby rozpiętą klatę na której falowałaby gęsta sierść, to przecież skandal byłby gwarantowany! Że gbur, że palant, że prostak, bo pokazuje zarośniętą klatę. A Lopez może epatować cycami, i co jest dobrze? Nie!

Jest źle! I niech każda kobieta wbije sobie do głowy prostą sprawę: tak, zgadza się, gapienie się na dyndające cyce i wypowiadanie głośno o tym może nie być czynem pochwalanym, ale na pewno nie jest czynem nagannym! Babo, jeśli pokazujesz cyce na wierzchu, to po pierwsze mam prawo to skomentować w ramach mojej wolności słowa, a po drugie, mi na przykład wolno chodzić z nagą klatą, wytatuowaną klatą, ba, nawet z klatą obwieszoną złotymi łańcuchami, i! wara ci mówić mi, że jestem dresiarzem!

Ostry Krawat, 13 stycznia 2015.

 

 

 

15.01.12 – Ogórek, czyli monumentalne harakiri Millera

Dobra, wiem, miałem nie zajmować się polityką. Ale to wpis z pogranicza polityki i spraw męsko damskich. Leszek Miller zaprezentował kandydata SLD na prezydenta: Magdalenę Ogórek.

Proponuję zrobić mały test wśród znajomych, jakie mają pierwsze skojarzenie po prezentacji. Czy sądzicie, że będą to słowa normalnie związane z przymiotami prezydenta: „mądrość”, „powaga”, „godność”, etc, to jesteście w błędzie. Główne skojarzenie to: „lacha”.

Ja się z tym zgadzam, Leszek Miller pokazał światu wyeleganconą lachę.

Gdybym był wyborcą lewicy, to chyba ze złości naszczałbym Millerowi na głowę. Oczekiwałbym, jako hipotetyczny wyborca lewicy, że chłopaki wyszkoleni w komunie wezmą sprawę za gardło, wytypują któregoś ze starej gwardii, który powalczy, dobra, przegra, ale powalczy, powie coś ciekawego, zaakcentuje jakieś problemy, czy coś podobnego.

A tu Miller wystawia po prostu modelkę, lachę.

To nie koniec, jako hipotetyczny wyborca lewicy oczekiwałbym, że wystawi kogoś kompetentnego, kogoś, kto coś wie o gospodarce, kraju, a tu nagle kandydateczka, która jest naukowczynią od historii średniowiecznego kościoła na Morawach. No żesz w mordę, hellou?

Kandydateczka, która popiera Chazana i kręci dupką w serialu „Lokatorzy”…

W takiej sytuacji przeciwnikami Komorowskiego są: Palikot, chłopek z PSL, modelka z SLD i jakiś oszołom z PIS. Do diabła, to nawet Biedroń pokonałby tę zbieraninę.

Komorowski to mógłby spokojnie wystawić zamiast siebie swojego psa, i tak wygrałby z modeleczką z SLD.

Jedynym poważnym kontrkandydatem dla Komorowskiego mógłby być Zeman (gratulacje za wypowiedź o Banderze), ale niestety jest on Czechem.

I teraz pytanie dla czytelników: jakim cudem 33 letnia laszka o wyglądzie modelki z wykształceniem w zakresie historii kościoła średniowiecznego na Morawach mogła zostać pobierać naszą państwową kasę, bo była przez dwa lata konsultantką w Narodowym Banku Polskim. Konsultantką od czego? Czy taką konsultantką jak w tej epizodycznej roli w „Lokatorach”? Odpowiedzcie.

OK 12.01.2015

 

 

 

 

 

 

 

14.12.24 – życzenia świąteczne od Ostrego Krawata

Z okazji Świąt

 

Ostry Krawat życzy wszystkim:

 

stalowo-diamentowego zdrowia

niezachwianego poczucia bezpieczeństwa

nieograniczonego zakresu rozkoszy

 

oraz braku styku z następującymi przykrymi elementami:

tzw. polska służba zdrowia

tzw. polska policja drogowa

tzw. polski wymiar sprawiedliwości

tzw. polski resort edukacji i szkolnictwa

 

dodatkowo życzę

więcej uśmiechu niż nabzdyczenia

więcej orgazmów niż zbliżeń

więcej kasy niż rachunków.

 

OK 24.12.2014

14.12.10 – jeszcze raz stan wojenny, Kiszczak, Żakowski i różowi…

Na onecie pojawiła się informacja, że „Czesław Kiszczak jest transportowany na badania lekarskie w Gdańsku”.

Natychmiast zawiesiłem swój komentarz:

Rakowski i Jaruzelski już nie żyją, a ten Kiszczak bawi się z psem… Nikogo ani nie osądzimy ani nie powiesimy za stan wojenny, za komunistyczną okupację ani za strzelaninę w kopalni Wujek. Dopóki czerwoni jak Kiszczak i Urban będą chronieni przez różowych takich jak Michnik, to nigdy nic się nie zmieni i będzie chooj, doopa i kamieni kupa.

Niestety onet.pl nie zamieścił mojego komentarza, chociaż zawieszałem go trzy razy. To zawieszę go tutaj.

A wieczorem zobaczyłem przypadkiem w tv, jak Kiszczaka bronił Jacek Żakowski. Kolejny różowy?

Żakowski mówił, że trzeba bronić Kiszczak, bo jak był ministrem Ubecji, to nie pałował tak mocno jak mógł pałować. Żakowski twierdzi, że powinniśmy być wdzięczni Kiszczakowi, że nie prześladował narodu tak bardzo, jak przecież mógł prześladować.

Żakowski, czy ty słyszysz, co mówisz? To może podziękujesz Rudolfowi Hoessowi, że w Auschwitz zagazował tak mało ludzi?

Nikt nie kazał Kiszczakowi być ministrem od Ubecji w stanie wojennym. Był odpowiedzialny za cały ten burdel, jest odpowiedzialny za strzelanie do ludzi, tak jak w kopalni Wujek, za czołgi na ulicach, więc powinien być osądzony i skazany. Full stop.

OK

10.12.2014